Strony


1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51, 52, 53, 54, 55, 56, 57, 58, 59, 60, 61, 62, 63, 64, 65, 66, 67, 68, 69, 70, 71, 72, 73, 74, 75, 76, 77, 78, 79, 80, 81, 82, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93, 94, 95, 96, 97, 98, 99, 100, 101, 102, 103, 104, 105, 106, 107, 108, 109, 110, 111, 112, 113, 114, 115, 116, 117, 118, 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127, 128, 129, 130, 131, 132, 133, 134, 135, 136, 137, 138, 139, 140, 141, 142, 143, 144, 145

Polecane

Yahoo! , Porcelana

Chmura

myślałam naraz że dni

Ale on ciągle siedział. W końcu zaprosił mnie do następnego kontredansa. Ja się nie spostrzegłam i mówię: owszem. Alem sobie, na szczęście, w tej chwili przypomniała, że mnie niby noga boli, więc zaraz dodałam: jeżeli mnie tylko noga nie będzie bolała. On powiada: to spróbujemy i zaraz zaczęliśmy walca tańczyć.

Potem już wszystkie tańce z nim tylko tańczyłam. Już nawet przy końcu to mnie i jeden łysy pan także prosił do kontredansa alem mu odmówiła. Przy kolacji też siedziałam przy panu Kazimierzu (bo imię to wiem, tylko nazwiska nie Wiem). On mi wszystko podawał, a ja jemu musiałam na talerz nakładać, bo inaczej, to powiedział, że nie będzie jadł. Jak mamę kocham. Nawet nie zauważyłam dobrze, co było. Zdaje się, że najpierw podali indyki jabłkami nadziewane. Na drugie był zając, ale to tylko dla dam, bo mówili, że na mieście zabrakło. Ja mój kawałek dałam panu Kazimierzowi, bo choć sama ogromnie lubię zająca, ale tak jakoś wypadało.


poprzednia | Strona | następna

Losowy fragment


Czasem, wie mama, to jakby na złość: caluteńki tydzień pogoda prześliczna, kiedy trzeba w pracowni siedzieć, a jak przyjdzie niedziela, to deszcz i deszcz albo śnieg aż się na płacz zbiera.

Zobacz też: Nieruchomości w Hiszpanii , Krzesła , Twoje miasto rysunku